domek
Kasiul, Katażyna. Rocznik sto dziewięćdziesiąt dziewięć i jedno zero. Przez życie gna z panem bubble (który jej nigdy nie opuści), Zenkiem (który już raz ją opuścił) i ludźmi (którzy chętnie by ją opuścili, ale boją się przyznać).
Nowoodkryta optymistka do przesady. Wredna, cyniczna i ironiczna. Aż do bólu. Pomyka w przemondych pantofelkach, marynarskich bucikach i konserwach. A zimą będzie nieoryginalna i założy glany.
Nie jest z tych niezrozumianych z pretensjami do świata. Nie ma też pomysłu na jego zreperowanie. Nie chce wymyśleć leku na raka czy tabletki na dobry humor bez powikłań.
Chce sobie żyć. Miło i przyjemnie. Z ludźmi, wśród ludzi. Bo nie ważne jak bardzo by nie znosiła turystów, ludzi uwielbia. Mięsa nie je. Nie "bo biedne zwierzątka! chlip. chlip". Nie dlatego, że kwikało, chrumkało czy walało się w błocku z kręconym ogonkiem.
Żeby poznać własne bariery, wygrać z sobą . O jak to ładnie brzmi. Wyniośle tak. Albo podniośle. Zapomniałam. Anglista mi mówił, że zupełnie nic sobie nie robię ze słów jakie uzywam. Możliwe.
Ave. Mówiłam ja, jarząbek aka schizoferdka.